Poziom moralności finansowej mierzony w procentach, czyli o tym, że „czasem” to nie „zawsze”

Na początek napiszę wprost – nie lubię ankiet.

Nie uważam, że są pozbawione sensu. Ale uważam, że część osób wyciąga błędne wnioski. Dodatkowo, pytania są tak redagowane, że ciężko jest wybrać właściwą odpowiedź. I właśnie to spróbuję pokazać na przykładzie badania przeprowadzonego na zlecenie Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych.

W tekście często będą się pojawiać słowa „badanie” oraz „badania”. Chciałbym, żebyś wiedział, że mam wtedy na myśli badania przeprowadzane w formie ankiety – ktoś kogoś pyta, zbiera odpowiedzi i wyciąga wnioski.

Dlaczego powstał ten tekst?

Wszystko zaczęło się od takiego tweeta:

Do tweeta dołączony był ten obrazek

Odpowiedzi na pytanie „Czy zgadza się Pani/Pan z poglądem, że oddawanie długów jest zawsze obowiązkiem moralnym?”

Na początku ograniczyłem się do komentarza na Twitterze. Wypowiedziałem się na temat wysuniętego wniosku, ale napisałem też, że podali zły link. W odpowiedzi @BIGInfoMonitor… skasował tamtego tweeta i dodał nowego, z poprawnym linkiem. Nie miałem ochoty pisać do nich drugi raz.

W międzyczasie sprawdziłem o co chodzi z tym badaniem i pobrałem sobie odpowiedni raport. Jeśli jesteś ciekaw co wynikło z tego badania, to polecam przeczytać właśnie ten raport i samodzielnie wyciągać ewentualne wnioski.

Jakiś czas później, znów na Twitterze, zobaczyłem dramatyczny wpis Macieja Samcika:

Pod linkiem był artykuł, w którym wyciągano własne wnioski z omawianego badania. Początkowo chciałem dodać komentarz pod tym artykułem, ale moja wypowiedź trochę się rozrosła…

Krótko o badaniu moralności finansowej

Nie będę opisywał metod badania, bo się na tym nie znam. Komunikat prasowy, dotyczący tego badania możesz przeczytać na stronie KPF oraz na stronie Biura Informacji Kredytowej, na której jest też link do raportu z tego badania.

Z raportu można wywnioskować jakie były (niektóre) pytania i że odpowiedzi „uzyskano w telefonicznym sondażu”. Nie wiem, czy badanie było poprzedzone jakąś instrukcją, dlatego skupię się na samych pytaniach i odpowiedziach.

Trochę dłużej o moim stosunku do ankiet

Miało być o konkretnym badaniu, ale najpierw chciałem przedstawić ogólnie, jaki mam stosunek do badań i wyników.

Nie łatwo jest pytać

Żeby przeprowadzić badanie, potrzebny jest zestaw pytań, które umożliwią zbadanie jakiegoś obszaru naszego życia. I tu już jest problem. Po pierwsze, trzeba tak zadać pytanie, żeby odpowiedzi dawały jakiś obraz, z którego coś można wywnioskować (pewnie jest to bardziej skomplikowane, ale ja się tym nie zajmuję). Z drugiej strony, osoba odpowiadająca na to pytanie musi je zrozumieć w taki sam sposób, jak rozumie je osoba pytająca.

W tym miejscu przywołam prawdziwą historię z mojej pracy w pewnej firmie. Pracodawca co roku przeprowadzał ankietę, która miała zbadać poziom zadowolenia pracowników. Na jednym ze spotkań, na którym omawialiśmy wyniki okazało się, że pracownicy nie zgadzają się z kierownictwem. Gdy powiedzieliśmy co nam nie pasuje, to jeden z kierowników powiedział: „Aaaa… bo wy źle zrozumieliście to pytanie. Tu chodziło o coś innego… No dobra, to następne”.

Co wynika z tej historii? Pytanie było różnie interpretowane przez różne strony, a w efekcie odpowiedzi okazały się bezużyteczne.

W poszukiwaniu odpowiedzi

Zadanie dobrego pytania jest trudne, ale udzielenie odpowiedniej odpowiedzi też może być problematyczne. Pomijam celowe udzielanie „fałszywych” odpowiedzi czy zaznaczanie na chybił-trafił. W moim odczuciu odpowiednia odpowiedź to taka, która odzwierciedla rzeczywistość.

Większość ankiet wygląda podobnie. Zdarzają się pytania, na które można odpowiedzieć własnymi słowami, ale więcej jest pytań zamkniętych, które mają określoną liczbę odpowiedzi możliwych do wyboru, a „odpowiadający” musi zdecydować, która najbardziej pasuje. Pytania zamknięte są lepsze do analizy, bo wyniki można łatwo zaprezentować w postaci wykresu i „gołym okiem” ocenić, jak rozłożyły się odpowiedzi. Można też z łatwością porównać je z wynikami z poprzednich badań.

Ale pytania zamknięte mają też wady. Zadając pytanie, trzeba od razu wymyślić do niego zestaw odpowiedzi. Podejrzewam, że ten zestaw możliwych odpowiedzi w pierwszej kolejności musi zaspokoić potrzeby pytającego. A osoba pytana musi się dostosować i coś sobie wybrać z dostępnych opcji. Tak na prawdę, to respondenci nie odpowiadają na pytania, tylko wskazują pasujące wyrażenie. Może jestem dziwny, ale z mojego doświadczenia wynika, że często nie wiadomo, która odpowiedź będzie lepsza.

…a ile to jest często?

No właśnie! W badaniu dotyczącym moralności finansowej Polaków było takie pytanie:

Czy można usprawiedliwić, gdy ktoś zataja informacje uniemożliwiające wzięcie kredytu?

Odpowiadający mógł wybrać jedną z tych opcji: zawsze, często, czasem, nigdy. Odpowiedzi „zawsze” oraz „nigdy” wydają się być bezproblemowe (choć nie są). Za to wartości pośrodku już są problematyczne (choć pewnie nie dla wszystkich).

No bo ile to jest „często”, a ile „czasem”? Czy jeśli raz na 15 razy można coś usprawiedliwić, to będzie to często? A może dwa razy w roku, to będzie czasem? Osoba badana ma podany zestaw odpowiedzi, ale sama musi ocenić, która opcja najbardziej pasuje. I nie wiadomo, czy tak samo ocenią to ci, którzy będą patrzeć na wyniki.

…czy ja wiem?

Zdarza się też tak, że pytanie nie ma związku z badaną osobą, ale i tak coś trzeba wybrać (można dodać opcję „Nie wiem/trudno powiedzieć”, ale wtedy jest ona nadużywana).

Spójrz na zacytowane przed chwilą pytanie – czy pamiętasz taką sytuację w swoim życiu? Jak często masz okazję usprawiedliwić (lub nie) kogoś, kto zataja informacje uniemożliwiające wzięcie kredytu? Czy odpowiedź na takie pytanie będzie poparta Twoimi doświadczeniami życiowymi? Czy może będzie to tylko hipoteza?

Ja często mam tak, że pytanie mnie nie dotyczy i wiem, że udzielenie jakiejkolwiek odpowiedzi wpłynie negatywnie na wiarygodność wyników. Dlatego jeśli mogę, to rezygnuję z udziału w badaniu.

…zawsze albo nigdy!

Jeśli ktoś decyduje się na odpowiedzi typu „zawsze” lub „nigdy”, to stwierdza, że ani jeden raz nie może zdarzyć się odstępstwo. Tak podpowiada mi logika. No bo jak przynajmniej raz się spóźniłem do pracy, to nie mogę powiedzieć, że „nigdy się nie spóźniłem”. Jak przynajmniej raz nie dojadłem obiadu do końca, to nie mogę stwierdzić, że „zawsze zjadam cały obiad”.

Ułatwieniem byłyby takie opcje jak „prawie zawsze” i „prawie nigdy”.

…a czy można?

Z pytaniami „czy można”, jest podobnie (chociaż na odwrót). Jeśli ktoś mnie zapyta „Czy można nie zjeść całego obiadu?”, a ja odpowiem „tak”, to nie oznacza, że „zawsze usprawiedliwiam tych co nie jedzą obiadów”, ani że „daję przyzwolenie na takie działania”. Pytanie jest bardzo ogólne i zawiera zwrot „czy można”. Jeśli jest możliwość zrobić coś przynajmniej raz, to tak: można.

Czyli…

Wrócę jeszcze raz do pytania „czy można usprawiedliwić… ?”

Jeśli chociaż raz w życiu można usprawiedliwić jakiś czyn, to – zgodnie z sumieniem i logiką – nie mogę odpowiedzieć: nigdy.

Ale to nie oznacza, że zawsze i z ochotą będę wszystkich usprawiedliwiał!

Wnioski muszą być

Samo przeprowadzenie badania nic nie daje, jeśli nie wyciągnie się z niego jakichś wniosków. I dobrze by było, gdyby te wnioski były poprawne, ale to nie jest łatwe zadanie. A nawet jeśli osoba lub zespół odpowiedzialny za to badanie opublikuje rzetelny raport, to nie wszyscy chcą taki raport czytać i wolą wyciągać własne (luźne) wnioski.

Jak zanegować zdanie?

Przeglądając różne strony, opisujące naszą moralność finansową, zauważyłem, że nie wszyscy wiedzą co oznacza odpowiedź „nie”. Na przykład takie pytanie: „Czy zawsze czujesz, że postąpiłeś dobrze?” – nie wszyscy chyba wiedzą, jak zinterpretować odpowiedź „nie”. Dla części osób „nie”, to odpowiedź negatywna, która prowadzi do wniosku, że „ankietowani często mają wątpliwości, czy postąpili dobrze”. Dla mnie, takie rozumowanie jest błędne.

Później spróbuję pokazać na przykładzie, co oznacza „nie”.

Czas na analizę moralności finansowej

Pora zająć się konkretnym badaniem. Sprawdzę, co inni piszą na temat badania i jakie wnioski wyciągają. Przy okazji dodam swoje zdanie na ten temat. Początkowo chciałem opisać wszystkie pytania z badania, ale tekst mi strasznie napęczniał, dlatego zajmę się głównie pierwszym pytaniem, a pozostałe spróbuję opisać w szybkim skrócie.

Pierwsze pytanie

Czy zgadza się Pani/Pan z poglądem, że oddawanie długów jest zawsze obowiązkiem moralnym?

Takie pytanie (między innymi) usłyszała osoba, która brała udział w badaniu dotyczącym moralności finansowej. Odpowiedzi mogły być trzy: tak, nie, trudno powiedzieć.

Zawsze… to ja mam jakieś uwagi

Pytanie „czy zawsze” sprawia, że jakakolwiek wątpliwość nie pozwala mi odpowiedzieć „tak”. Jeśli na tysiąc przypadków zdarzy się jeden, co do którego nie będę miał pewności, to nie będzie to zawsze.

No i czy rzeczywiście każdy dług trzeba oddać? Mogę sobie wyobrazić kilka rodzajów długu, którego się nie spłaci. Oczywiście nie musisz się ze mną zgadzać…

Czy można na przykład oddać dług publiczny? Bo w pytaniu nie ma „swoich”.

Czy kasjerka wypowiadająca magiczne zdanie „czy mogę być grosika dłużna” powinna poszukiwać ludzi, u których ma dług i oddawać „grosika”?

Czy przysługa też generuje dług? Jeśli pomogę sąsiadowi wnieść do domu nowe meble, to on powinien szukać okazji do „oddania” pomocy?

A jeśli pożyczę od sąsiada łopatę, bo planuję w przyszłym miesiącu coś robić na swojej działce, a on w międzyczasie dowie się, że żona go zdradzała i wyprowadzi się w dalekie strony, to muszę jeździć za nim z tą łopatą? Czy ta łopata będzie dla niego ważną sprawą? To nie jest wcale niemożliwa sytuacja.

Powtórzę jeszcze raz: użycie sformułowania „czy zawsze” sprawia, że jakakolwiek wątpliwość nie pozwala mi odpowiedzieć „tak”.

Kto pyta o finanse?

Kolejna sprawa, to finanse. Niby całe badanie dotyczy finansów, ale w tym pytaniu nie ma mowy o finansach. Nie wiem, co ankietowani usłyszeli przed tym pytaniem, ale dla mnie odpowiedź na pojedyncze pytanie nie powinna zależeć od tematu ankiety. Być może autor pytania miał inne założenia, ale jeśli ja odpowiadam, to robię to według własnego sumienia. A ono mówi mi, że dług, to nie tylko pieniądze.

Niestety – wydaje mi się, że zadano złe pytanie. W raporcie dotyczącym tego badania można przeczytać następujące zdanie:

Poznaniu miejsca normy, nakazującej wywiązywanie się z podjętych zobowiązań finansowych w systemie aksjologicznym Polaków służyło pytanie: „Czy zgadza się Pani/Pan z poglądem, że oddawanie długów jest zawsze obowiązkiem moralnym?”

Jeśli miało być badane podejście do wywiązywania się ze zobowiązań finansowych, to dlaczego nie zapytano o to wprost? Przecież pytanie mogło wyglądać tak:

Czy zgadza się Pani/Pan z poglądem, że wywiązywanie się z podjętych zobowiązań finansowych jest zawsze obowiązkiem moralnym?

Gdyby pytanie było tak sformułowane, to nie byłoby wątpliwości, o co chodzi. Na pewno nie zastanawiałbym się nad pożyczoną łopatą. Nie rozumiem, dlaczego zapytano o oddawanie długów, a nie o wywiązywanie się z podjętych zobowiązań finansowych, skoro to miało być zbadane.

Można nawet pozbyć się słowa „zawsze” i zadać proste pytanie:

Czy wywiązywanie się z podjętych zobowiązań finansowych jest obowiązkiem moralnym?

Czy takie pytanie jest złe? Moim zdaniem to pytanie łatwiej jest „ogarnąć” – zwłaszcza w rozmowie telefonicznej. Bo jeśli ankieta jest wypełniana na komputerze, to mogę sobie spokojnie przeczytać kilka razy jakieś złożone pytanie – przez telefon nie jest już tak łatwo. Przyznam się, że ja musiałbym prosić ankietera o powtórzenie pytania, bo za pierwszym razem chyba bym nie zrozumiał. Dlatego uważam, że pytania – zwłaszcza w ankiecie telefonicznej – powinny być proste.

Ja bym powiedział „nie”

Gdybym to ja brał udział w tym badaniu, to na pytanie o długi – zadane tak, jak zostało zadane – odpowiedziałbym „nie”. Wszystkie raty i faktury opłacam w terminie, bo uważam, że tak trzeba i tak jest dobrze dla wszystkich stron. Ale pytanie jest takie… że nie.

Co piszą w internecie

Mój tekst jest odpowiedzią na różne artykuły i wnioski, które można zobaczyć w internecie, dlatego odniosę się do niektórych tekstów. Spora część informacji, jakie można znaleźć na temat moralności finansowej Polaków, to tylko lekkie modyfikacje oficjalnego komunikatu prasowego. Ale można też trafić na „przemyślenia własne”.

Najbardziej „interesuje” mnie artykuł na stronie Subiektywnie o finansach. Cały tekst jest raczej pesymistyczny – konkretne dane zostały ubrane w jakieś zasmucające słowa. Przeczytaj cały artykuł i zobacz jak zostali tam przedstawieni Polacy – ale zaznaczam, że nie powinieneś ślepo wierzyć w to, co tam napisano.

Jeśli chodzi o pytanie „Czy zgadza się Pani/Pan z poglądem, że oddawanie długów jest zawsze obowiązkiem moralnym?”, to Subiektywnie o finansach napisali tak:

Ponad 94% badanych odpowiedziało twierdząco. Wydawać by się mogło, że to dobry wynik. Jeśli jednak spojrzymy na wyniki poprzednich edycji tego badania, to okazuje się, że odsetek respondentów, którzy zgadzają się z poglądem, że oddawanie długów jest zawsze obowiązkiem moralnym, zmniejszył się na przestrzeni czterech lat o 2,3 pkt proc.

To średnia. Bo jeśli spojrzymy na wyniki badania w rozbiciu na wiek, okazuje się, że blisko 12% młodych ludzi (w wieku 18-29 lat) nie potępia kogoś, kto nie spłaca długów. Z roku na rok, grupa podobnie myślących rośnie. Dla porównania, wśród osób po 65. roku życia, takie zachowanie akceptuje tylko 0,5% ankietowanych.

https://subiektywnieofinansach.pl/praca-na-czarno-ukrywanie-majatku-przed-wierzycielem-zakupy-bez-paragonu-polowa-polakow-usprawiedliwia-takie-zachowania/

Tak na prawdę, to pierwsze zdanie by wystarczyło. 94,2% ankietowanych odpowiedziało „tak”.

Prawdą jest też to, że z roku na rok spada liczba odpowiedzi „tak”. Ale nie napisano, że maleje też liczba odpowiedzi „nie” – w 2016 roku było to 2,1% a teraz mamy 1,2%. Przecież można było napisać, że „liczba osób, które nie zgadzają się z poglądem, że oddawanie długów jest zawsze obowiązkiem moralnym, zmniejszyła się prawie o połowę”.

Ciekawa sprawa – ubywa i jednych, i drugich. Jak to możliwe?

Wynika to z tego, że stale rośnie liczba osób, które odpowiadają „trudno powiedzieć”. Wydaje mi się, że coraz więcej osób zastanawia się nad sensem postawionego pytania (nie tylko tego i nie tylko w tym badaniu).

W artykule napisano też, że „blisko 12% młodych ludzi (w wieku 18-29 lat) nie potępia kogoś, kto nie spłaca długów”. Nie wiem skąd te dane, bo nie ma źródła. Ale w ankiecie nie było pytania „czy potępiasz”. Jeśli 12% młodych ludzi odpowiedziało „nie” albo „trudno powiedzieć”, to może po prostu nie zgadzają się w pełni z poglądem przedstawionym w pytaniu (bo odpowiedź „tak” oznacza całkowitą zgodę).

Zostawię na chwilę Subiektywnych, ale wrócę do nich później…

Co wy mi tu podważacie…

W informacji prasowej na stronie BIK zacytowano prezesa Zarządu KPF

Wywiązywanie się ze zobowiązań finansowych oraz prawa wierzyciela do odzyskania swoich należności podważa już ok. 6 na 100 Polaków.

https://media.bik.pl/informacje-prasowe/449098/pogarsza-sie-poziom-moralnosci-finansowej-polakow

Nie zgadzam się z takim wnioskiem. Nie padło pytanie: „Czy Pan podważa?”. Nikt też nie pytał o finanse czy prawa wierzycieli.

Na pytanie „czy zgadza się Pani/Pan z poglądem, że oddawanie długów jest zawsze obowiązkiem moralnym?” 6% Polaków odpowiedziało „nie” lub „trudno powiedzieć”.

Wydaje mi się, że to nie jest to samo co podważanie zobowiązań i praw. Można powiedzieć, że statystycznie 6 na 100 Polaków czasem ma wątpliwości, czy oddawanie długów jest zawsze obowiązkiem. A tak na prawdę, to powinno się powiedzieć, że 6 na 10 Polaków nie zgadza się z poglądem, że oddawanie długów jest zawsze obowiązkiem moralnym. Z pytania nie wynika, że chodzi o zobowiązania finansowe i prawa wierzyciela do odzyskania swoich należności. A wnioski powinny mieć związek z tym, o co pytano.

Co komu przyrasta…

Na stronach Interii znalazłem wypowiedź prezesa BIG InfoMonitor. Oto fragment tekstu:

Zapytaliśmy Polaków, czy oddawanie długów jest oczywistym moralnym obowiązkiem. Na to pytanie 94,2 proc. Polaków odpowiada „zdecydowanie tak”. 1,2 proc. mówi „nie”, natomiast niecałe 5 proc. się waha i mówi „trudno powiedzieć”. Niestety zauważamy, że procent odpowiedzi przeczących lub wahających się trochę przyrasta – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

https://biznes.interia.pl/finanse-osobiste/news/pogarsza-sie-poziom-moralnosci-finansowej-polakow-coraz,2622310,4141

No właśnie nie. Ja zauważyłem, że procent odpowiedzi „nie” maleje. Ale chyba „nie” i „trudno powiedzieć” zostały potraktowane jak jedna całość, która sobie razem rośnie.

Chyba wszyscy jesteśmy do niczego…

Z kolei w serwisie Bankier.pl podano jasny przekaz:

„Nie trzeba oddawać długów”. Polacy nieetyczni finansowo

https://www.bankier.pl/wiadomosc/Nie-trzeba-oddawac-dlugow-Polacy-nieetyczni-finansowo-7701519.html

Fakt – to jest „tylko” tytuł. Ale mocno przesadzony. Chyba, że miało być „Dwaj Polacy nieetyczni finansowo”?

No i co z tego wynika

Gdybym przeczytał jakiś przypadkowy tekst na temat moralności finansowej Polaków, to mógłbym pomyśleć, że prawie wszyscy jesteśmy oszustami i cwaniakami.

Nie wiem dlaczego, większość serwisów nie podaje źródła swoich informacji, przez co ciężko jest wyciągnąć własne wnioski (może o to chodzi?). Ja nie lubię wyników badań bez jakiejkolwiek informacji o badaniu – uważam, że jak ktoś wyciąga wniosek na podstawie jakiegoś badania, to powinien też udostępnić samo badanie. Chociaż jedno pytanie z odpowiedziami, które doprowadziły do wyciągnięcia wniosku – jeśli tego nie ma, to cudze tezy mnie nie obchodzą.

Jakie konkretnie były wyniki?

No właśnie! Jakoś rzadko można zobaczyć jak rozłożyły się odpowiedzi. Za to wniosków jest aż nadto.

Odpowiedzi na pytanie „Czy zgadza się Pani/Pan z poglądem, że oddawanie długów jest zawsze obowiązkiem moralnym?”
Wykres ze strony KPF

Czy ten obrazek rzeczywiście pokazuje upadek moralności?

W niektórych tekstach można wyczytać, że jest coraz gorzej. Ja widzę, że liczba odpowiedzi „nie” jest mniejsza z roku na roku, lekko zmniejsza się ilość odpowiedzi na „tak”, ale coraz więcej jest osób, które nie są w stanie jednoznacznie stwierdzić, że się całkowicie zgadzają lub całkowicie nie zgadzają. Moim zdaniem coraz więcej osób zastanawia się nad ogólnym sensem postawionego pytania.

Co to znaczy, że nie?

Może zauważyłeś, że nie stosuję zwrotów takich jak „odpowiedź negatywna” czy „odpowiedź pozytywna”. Robię to celowo, bo fakt niezgadzania się z tak zadanym pytaniem nie może być odbierany jako coś złego. A część osób opisuje odpowiedzi „nie” oraz „trudno powiedzieć” jako odpowiedzi negatywne, stawiając autorów tych odpowiedzi w złym świetle.

Żeby dowiedzieć się co oznaczają konkretne odpowiedzi, trzeba postąpić tak, jak prosiła pani w podstawówce: odpowiedz pełnym zdaniem. No to jak można odpowiedzieć pełnym zdaniem?

Czy zgadza się Pani/Pan z poglądem, że oddawanie długów jest zawsze obowiązkiem moralnym?

Tak. Zgadzam się z poglądem, że oddawanie długów jest zawsze obowiązkiem moralnym? 94,2%

Nie. Nie zgadzam się z poglądem, że oddawanie długów jest zawsze obowiązkiem moralnym? 1,2%

Trudno powiedzieć, czy ja się zgadzam z poglądem, że oddawanie długów jest zawsze obowiązkiem moralnym? 4,6%

To są odpowiedzi ankietowanych. Z tych odpowiedzi można się dowiedzieć, jaki jest stosunek do określonego poglądu. Z tych odpowiedzi nie można się dowiedzieć ile osób podważa obowiązek spłacania rat kredytu.

Czytając teksty dotyczące tego badania, doszedłem do wniosku, że niektórzy traktują „nie” w taki sposób:

Nie. Nie trzeba oddawać długów.

Przez takie – błędne – tłumaczenie odpowiedzi „nie”, powstają dziwne teorie o upadku moralności.

Jeśli odpowiem „nie” na pytanie „zimno ci?”, to nie znaczy, że mi gorąco.

Jeśli odpowiem „nie” na pytanie „zjadłeś wszystko?”, to nie znaczy, że nic nie zjadłem.

Jeśli odpowiem „nie” na pytanie „śpisz?”, to nie znaczy, że już wstałem.

Jeśli odpowiem „nie” na pytanie „czy wszyscy już są?”, to nie znaczy, że nikogo nie ma.

Jeśli odpowiem „nie” na pytanie „czy ty zawsze musisz się czepiać?”, to nie znaczy, że już nie będę się czepiał.

A jeśli na pytanie „zwariowałeś?” odpowiem „trudno powiedzieć”, to nie można stwierdzić, że zwariowałem, albo że nie zwariowałem.

Wiem – te przykłady mogą wydawać się dziecinne. Ale chciałem to pokazać dobitnie. To może coś trudniejszego?

Jeśli odpowiem „nie” na pytanie „Czy zgadzasz się w pełni z poglądem, że każdy kredytobiorca zawsze powinien dokładnie zapoznać się z warunkami udzielenia kredytu i wyjaśnić wszystkie wątpliwości przed podpisaniem umowy?”, to nie znaczy, że popieram ludzi, którzy bezmyślnie wpędzają się w spiralę długów. Nie oznacza to też, że takie działanie „jest spoko”. Moja odpowiedź oznacza, że nie zgadzam się w pełni z przedstawionym poglądem – dokładnie tyle i nic więcej – bo zapytano, czy zgadzam się z poglądem. Gdyby ktoś chciał wiedzieć, czy popieram zaciąganie kredytów bez czytania umów, to powinien mnie zapytać wprost.

To co napisałem do tej pory, dotyczy tylko jednego pytania z omawianego badania. Pytań było więcej, ale nie będę już zamęczał Ciebie ani siebie jakąś szczegółową analizą – odniosę się jeszcze później tylko do kilku kwestii. A teraz pokażę Ci, co na temat naszej moralności finansowej napisano w raporcie.

Oficjalne wnioski z badania

Na szczęście – wnioski można wyciągać samodzielnie, na przykład czytając raport przygotowany przed osoby odpowiedzialne za to badanie.

Poniżej fragment raportu z badania „Moralność finansowa Polaków”. Pogrubienie tekstu jest dodane przeze mnie.

Poznaniu miejsca normy, nakazującej wywiązywanie się z podjętych zobowiązań finansowych w systemie aksjologicznym Polaków służyło pytanie: „Czy zgadza się Pani/Pan z poglądem, że oddawanie długów jest zawsze obowiązkiem moralnym?” Przedstawiony na rys. 1 rozkład procentowy odpowiedzi na powyższe pytanie świadczy, że norma ta jest z niewielkimi wyjątkami akceptowana w polskim społeczeństwie. Jak wynika z tabeli 1, rozkład ten w nieznacznym stopniu odbiega od rozkładów odpowiedzi uzyskanych w ubiegłych latach, chociaż zwraca uwagę malejąca tendencja odpowiedzi pozytywnych. Ta zbieżność oraz prawie identyczne rozkłady odpowiedzi na analogiczne pytanie uzyskane w dwu innych badaniach przeprowadzonych kilka lat temu również na reprezentatywnych grupach Polaków przemawiają na rzecz trwałości normy nakazującej oddawanie długów. Chociaż wyniki te odzwierciedlają tylko deklaratywne poparcie wyrażone na bardzo wysokim poziomie ogólności, to ich dobitność jest godna uwagi, ponieważ niewiele norm etycznych cieszy się tak powszechną akceptacją.

W raporcie można przeczytać, że „norma ta jest z niewielkimi wyjątkami akceptowana w polskim społeczeństwie”, rozkład odpowiedzi „w nieznacznym stopniu odbiega od rozkładów odpowiedzi uzyskanych w ubiegłych latach” i zauważono, że „niewiele norm etycznych cieszy się tak powszechną akceptacją”. Czytając to można dojść do wniosku, że wynik badania jest dość pozytywny.

Jak sobie porównam informacje znalezione w internecie z tym raportem, to mam wrażenie, że były robione różne badania.

Opinie różnych ludzi bywają przydatne, ale ja wolę sobie wyrobić własną opinię – bez pomocy „ekspertów”.

Podsumowując pierwsze pytanie

Uważam, że pytanie było zbyt długie i złożone, zwłaszcza na zadawanie go przez telefon. Miało badać stosunek do wywiązywania się z podjętych zobowiązań finansowych, ale nie było to ujęte w pytaniu.

Odpowiedzi „pozytywnych” było zdecydowanie więcej, chociaż ich ilość powoli spada. Ale nie można powiedzieć, że Polacy są niemoralni i że jest coraz gorzej.

Przegląd innych pytań

Po pytaniu wstępnym przyszedł czas na pozostałe pytania. W dalszej części badania zostały przedstawione czynności, które – w dużym uproszczeniu – wydają się być złe lub nieetyczne. Ankietowani zostali zapytani, czy takie zachowania można usprawiedliwić.

Zanim będą wyniki, to pokażę, co w swoim artykule napisali Subiektywni:

Blisko połowa Polaków uważa, że praca na czarno czy zakupy bez paragonu to nic złego.

Praca na czarno jest „spoko”

(…) Blisko 53% ankietowanych nie potępia takiego zachowania.

(…) ponad 7% ankietowanych usprawiedliwia kradzież.

Po pierwsze, to nie „blisko połowa Polaków uważa”, tylko „blisko połowa Polaków czasem, często lub zawsze uważa”. Nie powinno się mylić tych co „czasem”, z tymi co „zawsze”.

Ktoś mógł odpowiedzieć, że czasem można usprawiedliwić pracę na czarno. Ale to wcale nie oznacza, że ten ktoś uważa, że praca na czarno to nic złego. Stwierdzenie, że praca na czarno jest „spoko” to tylko luźny wniosek, a nie wynik rzetelnej analizy.

Mam jeszcze jedną istotną uwagę odnośnie „pracy na czarno”. W badaniu padło pytanie „Czy można usprawiedliwić, gdy ktoś pracuje na czarno, by uniknąć ściągania długów z pensji?”, a nie „Czy można usprawiedliwić, gdy ktoś pracuje na czarno?”. Pytano tylko o tą szczególną sytuację, a nie o wszystkich pracujących na czarno. A to oznacza, że ankietowany ogólnie może być przeciwny pracy na czarno, ale akurat jest w stanie usprawiedliwić tych, co chcą uniknąć ściągania długów z pensji. Bo może długi były spowodowane przez kogoś innego, ale teraz przeszły na osobę, która nie przyczyniła się do powstania tych długów.

Nie chciałbym, żebyś mnie źle zrozumiał – nie chcę usprawiedliwiać wszystkich na siłę. Chcę tylko pokazać, że trzeba się zastanowić nad sensem pytania oraz nad znaczeniem odpowiedzi – bo w pytaniu są istotne szczegóły, a we wnioskach czasami ich brakuje. No dobra, jedziemy dalej.

53% ankietowanych odpowiedziało, że czasem, często lub zawsze można coś usprawiedliwić. A Subiektywni twierdzą, że 53% nie potępia tego czegoś. Ja tam nie widziałem pytań o potępienie. Polski język jest bogaty, ale jeśli ktoś mnie pyta, czy czasem mogę coś usprawiedliwić, to nie powinien na tej podstawie twierdzić, czy ja coś potępiam, czy nie.

Mogę przecież uznać, że jakiś czyn jest zły (potępiać go), ale jednocześnie mogę go usprawiedliwiać (bo może chodzi o moje dziecko). Mogę też próbować usprawiedliwiać, ale nie po to, żeby uniewinnić, tylko żeby złagodzić karę, która się należy.

No i jeszcze kradzież. Z badania nie wynika, że 7% ankietowanych usprawiedliwia kradzież, tylko że 7% ankietowanych może usprawiedliwić, gdy ktoś posługuje się cudzym dokumentem tożsamości, by uzyskać kredyt, przy czym zawsze może tak zrobić 1,4% ankietowanych. Rzeczywiście może dziwić taki wynik, ale nie można powiedzieć, że te 7% bezwarunkowo usprawiedliwia każdą kradzież. Te 7% może usprawiedliwić ten konkretny rodzaj kradzieży, ale też nie zawsze. A 1,4% ankietowanych faktycznie zawsze, ale tylko może – wcale nie musi usprawiedliwiać.

Spojrzenie na wyniki

Nie będę tu podawał całych wyników – można je zobaczyć w raporcie. Ale chciałem pokazać coś ciekawego. Spójrz na to:

Wykres z raportu „Moralność finansowa Polaków”

Szybki rzut okiem może być mylący. Górne paski zajmują prawie całą szerokość kolumny, chociaż największa wartość to 57,5% – gdyby skala była ustawiona od zera do stu procent, to wizualnie nie bylibyśmy tak skłonni do usprawiedliwień. Pasek na samym dole prezentuje wartość 7,1%, ale zajmuje około 10% dostępnej szerokości.

A poniżej widać jak często możemy usprawiedliwiać posługiwanie się cudzym dokumentem w celu uzyskania kredytu. Skala jest ustawiona do 100%, a do tego pokazane są wszystkie możliwe odpowiedzi. Widać, że te 7,1% z górnego wykresu trochę się rozeszło.

Wykres z raportu „Moralność finansowa Polaków”

Nie twierdzę, że jest super. Chciałem tylko pokazać, że oglądając wykresy i słupki, trzeba zwrócić uwagę na wiele rzeczy i spokojnie je przeanalizować.

Co ja bym usprawiedliwił?

Czytając pytania o możliwość usprawiedliwienia, próbowałem znaleźć przykłady sytuacji, w których rzeczywiście można usprawiedliwić jakieś zachowanie. I znowu muszę zaznaczyć, że nie chcę na siłę usprawiedliwiać – zapytano czy można, a nie czy usprawiedliwiasz.

Nie będę tu odpowiadał na wszystkie pytania, ale napiszę, że można usprawiedliwić kogoś, kto zaciąga kredyt nie zapoznając się dokładnie z warunkami spłaty. Ja na przykład brałem kredyt hipoteczny i musiałem podpisać dość skomplikowaną umowę, która miała kilka równie skomplikowanych załączników. Wszystkie warunki omówiłem z panią z banku, przeczytałem dokładnie umowę i zapytałem o wszystko, co było dla mnie niejasne. Ale ja ten kredyt wziąłem razem z żoną, która nie czytała umowy i nie bardzo wiedziała o czym ja rozmawiam z tą panią z banku.

Moja żona wzięła ten sam kredyt co ja. Ja zapoznałem się z warunkami, ona nie. I miała do tego pełne prawo – mogę ją w pełni usprawiedliwić. Moim zdaniem nie ma w tym nic złego. Poza tym, zobacz jak analizuję pojedyncze pytania, zanim na nie odpowiem – to wyobraź sobie jak analizowałem treść umowy, która będzie mnie wiązać przez trzydzieści lat. Moja żona już nie musiała nic analizować ani pytać za dużo.

Usprawiedliwić, to nie to samo, co uznać coś za dobre

Usprawiedliwienie czegoś, to nie to samo co stwierdzenie, że nic złego się nie stało. Na przykład rodzic może mieć pełną świadomość, że jego dziecko zrobiło coś źle, ale i tak może próbować usprawiedliwiać swoje dziecko. Może – czasem. Ale już taka odpowiedź wystarcza, żeby w badaniu moralności trafić do grupy „akceptujących” ów zły czyn.

Nie akceptuję takiej „akceptacji”

W raporcie z badania moralności finansowej Polaków pojawiają się stwierdzenia, że osoby, które mogą czasem coś usprawiedliwić – akceptują to coś. Ale nie było pytania czy akceptujesz taki czyn. Było pytanie czy można usprawiedliwić taki czyn. To nie jest to samo. Wyciągnięty wniosek o akceptacji nie uwzględnia nawet „możliwości akceptacji”, tylko pełną akceptację, chociaż w badaniu cały czas pytano „czy możesz?”. Ktoś odpowiedział, że czasem może coś usprawiedliwić, a ktoś inny twierdzi na tej podstawie, że ten pierwszy to akceptuje.

Wyliczono nawet Indeks Akceptacji Nieetycznych Zachowań Finansowych, który został zdefiniowany jako „średnia odsetków odpowiedzi czasem, często lub zawsze na pytanie o możliwość usprawiedliwiania poszczególnych działań”. Znowu pytanie nie pokrywa się z tym, co stwierdzono na podstawie odpowiedzi. Wystarczyło odpowiedzieć, że czasem można usprawiedliwić jakiś zły czyn, żeby zostać uznanym za człowieka akceptującego ten zły czyn. A nie było opcji „bardzo rzadko”.

Nie wiem, czy to ważne…

Zbliżam się powoli do końca. Ale zanim przejdę do podsumowania, to chciałem Ci pokazać fragment raportu, który może być istotny.

Porównanie wyników tegorocznego badania z wynikami z lat poprzednich wskazuje na względnie trwały porządek normatywny wyznaczony przez hierarchię przyzwolenia na nadużycia popełniane przez konsumentów w sferze finansów. Natomiast poziom usprawiedliwiania poszczególnych nadużyć okazał się w znacznie wyższy niż w latach poprzednich, co prowadzi do wniosku o istotnym poszerzeniu zakresu przyzwolenia na nadużycia konsumenckie w obszarze relacji finansowych.
Warto jednocześnie zaznaczyć, że wynik wskazujący na radykalne obniżenie standardów etycznych mógł w jakimś stopniu być efektem odmiennego sposobu doboru próby respondentów spowodowanego zmianą firmy realizującej badania.

To jest fragment raportu, o którym już wiele razy wspominałem. Wyniki jakie są – każdy widzi (albo nie każdy). Ale nie wszyscy zauważyli, że było coś, co mogło wpłynąć na wyniki. I teraz nie wiem, jak potraktować fakt, że jest coś, co może wpłynąć na wynik. Czy to oznacza, że na pewno w znacznym stopniu wpłynęło, i że nie da się tych wyników porównywać z poprzednimi? Myślę, że nie – ale ja mam jakieś inne spojrzenie na świat i na znaczenie słów takich jak „może” czy „zawsze”.

Chyba warto odnotować, że w tegorocznym raporcie szczegółowe wyniki nie zostały porównane z wynikami z poprzednich edycji. A w 2018 roku porównanie takie było. Nie wiadomo, czy zmiana firmy na pewno wpłynęła na wyniki, ale wiadomo, że mogła wpłynąć. Tak właśnie działa „może”.

Podsumowanie i przemyślenia

Chyba czas kończyć te wywody. Przedstawię Ci jeszcze wnioski, do których doszedłem w trakcie pisania tego tekstu – jeśli masz inne zdanie, to daj znać w komentarzu (jeśli się zgadzasz, to też).

Słowa typu „czasami”, „zawsze”, „może”, „nigdy” czy „wszyscy” bywają wplatane w pytania i mogą zostać niezauważone. Ale one są ważne i trzeba je rozumieć. To, że ktoś może – nie oznacza, że musi.

Odpowiedź „nie” wcale nie musi być negatywna, a autor tej odpowiedzi nie musi być podejrzanym typem.

Można wciągać własne wnioski, ale lepiej robić to spokojnie, bo można przesadzić.

Wykresy są graficzną formą prezentacji danych, ale nie powinno się ich wyłącznie oglądać. Wykresy trzeba czytać i analizować. Bo dane można różnie przedstawić.

Linki

Informacja prasowa

Raport Moralność finansowa Polaków 2019

Raport Moralność finansowa Polaków 2018

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o